Bohun kontur03
Z Bohunowej Chatki

Wakacje Pana B. - sierpień 2009 r.

To już rok!
Tak Bohunie- szepnęła mu do ucha- jak zawsze piękna, ale w tym dniu szczególnie tylko jego, cała jego Gandi.
Jak dobrze jest wracać do Ciebie, westchnął Bohun.
Zawsze ta sama, zabawna i powabna moja Gandi- pomyślał a w oczach pojawiły się…
Chłopaki nie płaczą!

Właśnie tak zaczęłaby się opowieść o pewnej parze Hovawartów, gdybym tak jak pewna Julka, była pisarką.
Pojechaliśmy z Bohunem w odwiedziny nie tylko do „żony”, ale też dać kilka ojcowskich rad jednemu z synów, cieszyć się, że rośnie, jest zdrowy ku radości rodziców.
Z tego, co wiem Lki mają się dobrze. Kilka zaczyna walczyć na ringach wystawowych. Wierzyć należy, że każde jest kochane i ma dobre domy.
Tego życzę, Bohunowym Lkom.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z wizyty Bohuna u Gandi.

 

Wiosna 2009 - 08 marzec 2009 r.

Wisława Szymborska w feliotonie „Lektury nadobowiązkowe” pisze:
„Był czas, kiedy kochałam się w dwóch naraz: Bohunie i Sherlocku Holmesie. Bohun zobojetniał mi wcześniej. Sam sobie był winien, miał oczy tylko dla Heleny.”

Mój Bohun ma wyłącznie oczy dla pewnej Blondyny. A ta mu z kolei życia nie ułatwia.
Sam sobie winien!
Życie z hovawartem to intelektualna podróż, wyciąganie wniosków, poszukiwanie przygód, a wszystko to wciąż w nowych okolicznościach- choćby ten sam ćwiczak, las czy łąki tropiące.
I kiedy wydaje się, że wnioskujesz nieomylnie, analizujesz taktycznie, jesteś strategicznie niepokonana, bo przecież nie ma zbrodni doskonałej, pojawia się On ze swoim warsztatem rzeczy dziwnych, gotowy zmierzyć się kolejny raz choćby w samo południe – oko w oko- gotowy na „skok”, „chwyt”, „ślad” dla jednej, absolutnie czarownej „Pani P”.
Pani P mam moc sprawczą. Jest autentyczna. Żyje, tworząc z Bohunem rodzaj małżeństwa.
I kiedy patrzę na tę parę ciśnie mi się na usta porównanie mego życia z Hovawartem do czytania książki, która końca nie ma i która końca mieć nie będzie.

 

Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych w Kalininingradzie- 29 lipca 2007 r.

Przygotowania do tej wystawy czyniłam od kilku miesięcy. Wymagania weterynaryjne, wizy, paszport dla Bohuna, pieczątki, zaświadczenia o stanie zdrowia, kamizelka i apteczka do samochodu, prezerwatywy!!!, to katalog wymagań, jakie musieliśmy spełnić, aby być może, ewtentualnie, bez żadnej pewności przekroczyć granicę w Bezledach.A na granicy, na przekór opowieściom, bez kolejki i spokojnie. Na hasło „sabaka”, Rosjanom miękło serce. Wystarczyły nasze i zwierzaka paszporty, który jedynie uległ skserowaniu przez obudzoną panią weterynarz.Po dotarciu na miejsce, okazuje się, że nasza rasa wchodzi na ring jako ostatnia, a zatem mamy bagatela jakieś 5 godzin przyjemności oglądania rywalizacji na poszczególnych ringach innych psów.Jako wytrawni wystawiacze mamy oczywiście krzesełka, parasole i jak zawsze dobre humory- tzn. Robert ma dobry humor, a ja panikuję.Nasz występ trwał jak to mówi mój mąż, „krótko i na temat”.

Do Olsztyna BOHUN przywiózł tytuły CAC, CACIB, NDPwR, BOB otrzymując jednocześnie tytuł Championa Rosji i Championa RKF!!!

To ogromny sukces w karierze naszego psa.

Podsumowując: kiedy pod koniec przygotowań do wystawy w Kaliningradzie byłam tuż przed rezygnacją z powodu nerwów, kosztów i formalności, opowieści, jak ciężko jest na granicy, szczególnie w drodze powrotnej, Mój Mąż nie zwątpił nawet przez sekundę, zarówno we mnie jak i w Bohuna i wspierał mnie w tych przygotowaniach, i dlatego teraz mam okazję Mu po prostu podziękować :-)

Zapraszam do obejrzenia z zdjęć z wystawy w Kaliningradzie

20.02.2007 r.

Droga do Championa…

Rok 2006 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś sukcesy i zdarzenia nadzwyczajne. Czasy wystaw w Polsce przyniosły tylko dobre wieści. A oto jak miał się rozpocząć rok 2007….

Był 12 luty roku pamiętnego 2007.

Bohun siedział zasępion w małym miasteczku na kresach w Bydgoszczy „Ach dusza we mnie wyje z rozpaczy. Z tęsknoty za nią miejsca sobie nie mogę znaleźć!”
Piękna Blondyna trzymała w tym czasie piłkę różową, przepięknej urody, jak zwykle w jednej ze swoich licznych kieszeni.

Jego Blondynie czknęło się w tym momencie nad wyraz raptownie (jak na pannę wysoce piękną, cnotliwą i BogoBojną). „Psia mać ten mój luby powinien jednak potarmosić porządnie Sędzinę za to, że tak ciepło na sali” - pomyślała. W tem momencie przebudził się przy ringu rubaszny Pan od Emmy i westchnął: „Nowe czasy idą, psiarasa!”

Wtem Bohun ogonkiem machnął, ziewnął wymownie i głosem sprzeciwu nie znającym rozkaz gromko wydał: „Blondyna, biegniemy!”.

I nagle- Jest już wynik! Bohun celowo nie chciał się budzić zbyt szybko, by nie przerwać tej pięknej mary sennej.

Jest .. Jest Championem Polski! YES! YES! YES! I to nie sen żaden jeno jawa najprawdziwsza!

Już za pięknym miastem zwanym Bydgoszczą Bohun zapytał – aliści jakaś nagroda za tak szlachetny czyn się należy? Bohuna trochę bolą zęby, białe jak perły z dalekich krajów, po ostatnim badaniu Sędziny, ale ciągle powtarza, oj warto było, warto było ...

Kolejne godziny…

Blondyna z Bohunem zbliżyli wartko się do Olsztyna. Bohun trzymał się swej urody i trochę Blondyny. Przed oczami widział wciąż białe światło, ni to zjawę, ni marę, ni jawę - totalny odlot, tunel! „Kupi mi? nie kupi? Kupi?” - powtarzał sam do siebie. W Karusku właśnie są Nowości ...

A przecież Championem ja wreszcie jestem !!!

We śnie powtarzał: „Blondyna nie dość, że pięknaś to a i owszem sprytnaś , zwinnaś , giętkaś , punktualnaś, na ringu nad wyraz!” Blondyna na to: „No chodź tu do mnie Bohunie!”

Muszę czuć łapy Twe jeszcze co najmniej do wieczornego treningu.

Kolejnego dnia ……

Bohun siedział na wycieraczce przed tarasem. Czuł się jak bohater powieści Ogniem i Mieczem... Głowa mu pękała z wrażenia otrzymania takiego Tytułu. Lekkim głosem rzucił: „Jedziem na trening, jednakowoż świeże powietrze pozwoli zebrać myśli. Co dalej czynić!”.
Dojechali bardzo sprawnie. Kolejnego dnia nadal Blondyna mówiła: „Jakiż ten Bohun piękny, jakiż muskularny.”

 

Zdjęcia z wystawy w Bydgoszczy’2007, czyli jak stałem się Championem

 

Boję się pisać co spotkało Bohuna później! cdn...

19.11.2006 r.

Światowa Wystawa Psów Rasowych- Poznań 09-12.11.2006 r.

Kiedy dwa lata temu trafił do naszego domu Bohun, nie przypuszczałam wtedy, że mogę wziąć udział w tak prestiżowej wystawie psów rasowych.

A jednak, jak już nie raz przekonałam się, życie płata nam figle. Ale tym razem, był to bardzo sympatyczny figiel.

Termin Wystawy przypadł na taki czas, kiedy to nasze psy raczej są w okresie wymiany futra. Dlatego zastanawiałam się, jakie zrobimy wrażenie na fińskiej sędzinie.

Chociaż, w tym roku zrzucanie sierści letniej jakoś rozłożyło się w czasie, było procesem powolnym, i już tak nie przerażało jak w ubiegłym roku, kiedy to zrzucił futro w ciągu dwóch trzech tygodni, przypominając…

Droga do Poznania trudna. Nocujemy w hotelu pod Poznaniem. Cały hotel wydawał się być jednym wielkim szczekaniem. Pogoda bardzo jesienna. Rano okazuje się, że kilku rzeczy nie spakowałam, a kupione rajstopy w Biedronce toruńskiej, raczej numerację mają zaniżoną.

A ja, tym razem uparłam się, że na takiej Wystawie będę w spódnicy.

Nie wiem też, dlaczego wiele hoteli wiesza lustra łazienkowe w taki sposób, że aby dokonać czegoś na kształt make-up, muszę udawać, ze jestem brunetką o wzroście co najmniej metr osiemdziesiąt!

Przejdę jednak do samej Wystawy.

Hala numer 2, lokalizacja zaraz przy wjeździe na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich. Przejście na ring bardzo utrudnione. Brak doświadczenia w wystawieniu halowym zaskutkowało brakiem zabezpieczenia sobie krzesełek i kocyka dla Bohuna, tak jak to mieliśmy w zwyczaju zabierać na wystawy „otwarte”.

Nie zaważyło to jednak na samej atrakcyjności imprezy, jak mieliśmy się sami przekonać za moment.

Ocena w ringach rozpoczęła się punktualnie.

Z uwagi na małe ringi a dużą reprezentację psów w klasie, której startował Bohun, sędzia podzieliła psy na dwie grupy.

Po wstępnej ocenie i prezentacji w ruchu –zostajemy, będziemy walczyć w finale.

Mój plan minimum, aby otrzymać ocenę doskonałą, został osiągnięty. Super!!!

Stojąc tak razem z Bohunem, miałam wrażenie, że świat na chwilę zatrzymał się w miejscu.

Na moich oczach działa się historia. Druga tura zwycięskich psów klasy otwartej zakończona. Biegamy. Sędzia nagle wskazuje na nas, abyśmy stanęli w tym miejscu.

I kolejny runda. Koniec. Wygrywa Kondor Plavy Vitr- 4 letni pies. Bohun jako jeden z najmłodszych psów w tej klasie zajmuje medalowa III pozycję.

Ogromnie się cieszymy!!!

To nasz największy ….światowy sukces.

Z ulgą, po emocjach sportowej rywalizacji mogę z większą przyjemnością oglądać psy z klas użytkowej i championów

URWIS v-ce Zwycięzcą Świata- a był tak blisko:)

Zwycięzcą Świata zostaje pies z hodowli Doroty Muchy – Ozi Las księżniczek.

Dorota osobiście wręcza puchar. A ja korzystam z okazji i prawie jak rasowy reporter robię zdjęcia.

W tym momencie chciałbym raz jeszcze podziękować Elżbiecie i Pawłowi Kubiakom za Bohuna.

A szczególne podziękowania należą się również pewnej Pani, która przez cały czas trwania Wystawy, nie tylko dbała o to, aby właściwe puchary trafiały do właściwych osób, ale z właściwą dla siebie cierpliwością udzielała hovawarcich informacji.

Po medalach przyszedł czas na chwilę relaksu.

Zwiedzamy Klubowe stoisko Hovawartów. I tu miła niespodzianka. Na jednej z fotografii można zobaczyć Bohuna. Kupuję znaczek z piękną Xantypą Chatki Zielarki.

Jeszcze spacer i wracamy do Olsztyna.

I tak, zgodnie z wolą Komitetu Organizacyjnego- Światowa Wystawa Psów Rasowych- Poznań 2006 była dla naszej rodziny wydarzeniem szczególnym. Bo o tym, że dostarczyła wspaniałych wrażeń i niezapomnianych emocji mogliście przeczytać.

Tylko Bohun, nieświadom swego piękna tak samo gania kota i ślini się na widok ciastka.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z Word Dog Show- Poznań 2006

 

04.11.2006 r.

Pogoda płata nam w tym roku figle. Lipiec suchy z temperaturami do 40 C, sierpień jak w Bangladeszu.

Jesień przywitała nas pięknie, spokojnie i zapowiadała się, że już tak zostanie. Kiedy to od kilku dni komunikacja w naszym mieście sparaliżowana. Śnieg. Śnieg pada i pada Przykrywając wszystko dokładnie swym puchem.

A w mojej szafie robię miejsce na kurtki, szaliki i rękawiczki, brrrr.

Zima przyszła wyjątkowo szybko.

Nawet Bohun w pierwszych chwilach doznał lekkiego szoku, bo podbiegł z wbitym wzrokiem we mnie, jakby chciał powiedzieć:

- Hej, Blondyna! Czy ja to znam? Co to takiego?

-Śnieg, Bohunie, to śnieg-odpowiedziałam, uspakajając go tym samym.

-I wiesz co? I najciekawsze jest to, że znasz go bardzo dobrze. Nie pamiętasz jak lubisz chować się w zaspach? Nie pamiętasz, ile frajdy daje zimowe szukanie piłeczki? Nie pamiętasz, jak śnieg kuleczkuje się przy twoim futerku?

Nie martw się, wszystko Ci się zaraz przypomni.

Pierwsze zimowe fotki

 

28.10.2006 r.

Powoli, ale jednak zbliża się zima. To nie jest moja ulubiona pora roku. Chociaż, jak patrzę na Bohuna, widzę, że dla niego z pewnością lepsza niż upalne lato.

Dni zaczynają być coraz krótsze.

Czasami mam wrażenie, że kiedy wychodzę do pracy, Bohuna widzę „niewyraźnie”, bo jeszcze nie jest jasno, a kiedy wracam jest tak mało już jasnych chwil.

Znowu się śpieszę.

Robert, aby umożliwić zabawę naszą w ogrodzie, częściowo oświetlił placyk treningowy.

Placyk treningowy jest zmienny. Raz na nim są hopki, raz slalom, a czasami nic. Tylko Ja, piłeczka i Bohun.

Zapomniałam napisać, że jest też kieszeń pełna smaczków. Tak, tak…każde dobre zachowanie jest nagradzane. Mi się to nie znudziło, a Bohunowi myślę tym bardziej.

Jesienią zaczyna się okres zabaw domowych. A wierzcie mi, że prawdziwy Hovek lubi „głupawki”

Zupełnie hovkową głupawą jest wchodzenie między nogi każdemu z domowników.

Nie ma dnia, aby w taki o to sposób nie witał się z Magdą. W zasadzie tak prowokuje do zabawy. A kiedy się już zacznie…końca nie widać.

Hovkową zabawą jest noszenie w pysku kości i uciekanie z nią. Gdyby tak można wystawiać psy na ringu w czasie wystaw-, ale ten styl nie jest chyba jeszcze uznany a szkoda, bo walory eksterieru można byłoby odkryć na nowo- cóż pomarzyć można.

Glupawki_Bohuna_jesienna_pora4Głupawką na przykład jest szukanie swojej ulubionej zabawki, szukanie mojej córki, przynoszenie różnych rzeczy, które przyjmują postać butelki plastikowej, kluczy, ściereczki kuchennej-ach to jest kochany element noszenia, tarmoszenia, wymieniania się ze mną i dalej… kota, gazet.

Gazety jednak to najsłabszy aport Bohuniastego. Skojarzenie - roznosiciele ulotek… sądzę, że tym należy tłumaczyć. Ulotki traktowane są jako konieczny elementy do totalnej likwidacji, to oznacza, że ja raczej nie jestem na bieżąco z promocjami sklepów olsztyńskich. Nie muszę mówić, że tym sposobem, mój pies nie tylko stróżuje, ale również dba o moje zasoby finansowe.

A ponieważ, „zasoby” mam (mam mieć) zawsze ja, co wiąże psa z przewodnikiem to i w tej materii jesteśmy zgodni

 

08.10.2006 r.

Bycie konsekwentnym w każdym wymiarze i czasu opłaca się 2 razy. Konsekwencja porządkuję bycie lepiej zorganizowanym na co dzień, w szczegółach i sprawach trudnych i tych mniej sympatycznych, jak i przyjemnych. A o te ostanie należy zabiegać, dzielić się nimi i je dawać…tak po prostu.

Tak jak za każde spojrzenie psa na nas „nagrodę”.

Właśnie o tym piszę.

Szkoda, że nie byłam tak konsekwentna od razu, kiedy Bohuniasty przybył do nas.

Szkoda, ze człowiek czasami zmienia zdanie.

„Zdanie” wtedy kosztuje czas. Ktoś powie: ”Ale my się nigdzie nie śpieszymy”. A pewnie, bo i w tym głębokiego sensu nie ma.

A mi trochę żal. Nie, żebym chciała mieć konsekwentnego psa, czy być regulaminowo konsekwentna…a dlatego, że tak jak z ludźmi w pięknych słowach księdza Twardowskiego…chcę tak mocno się cieszyć, z tego że jest z Nami, że Nasza Rodzina jest ludzko-psiowa. I to teraz chcę spróbować go słuchać, dać mu wyraźne sygnały swojej konsekwencji, aby Nasze życie stało się dla niego prostsze i weselsze. Byle zdążyć…

 

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna

 

zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście

 

przychodzi jednocześnie jak patos i humor

 

jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej

 

tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu

 

jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon

 

żeby widzieć naprawdę zamykają oczy

 

chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć

 

kochamy wciąż za mało i stale za późno

 

ks. Jan Twardowski

 

30.06.2006 r.

 

Moje zwierzęta leża na grzebiecie. Leży Bohun, leży Sasza. Nie wiem kiedy i które zaraziło się i od kogo ale One już tak mają.

A ja nie wiem co to znaczy.Bo znaczyć to może wiele.Tak jak słowo ma wiele znaczeń, tak i gesty można czytać różnie.

Zimny nos co wtyka się w dłonie, ogonek jak śmigiełko na dzień dobry, dzikie spojrzenie kiedy wyjmujesz piłeczkę, mruczenie kiedy otwierasz lodóweczkę, poszukiwanie zagubionej zabawki.

Może to być smutek, radość, tęsknota.

Uczę się czytać i rozumieć te gesty.

I właśnie niech mi ktoś powie:

Czy tak szczęście wygląda, tak na grzbiecie?

[Strona Glowna] [Nasza Historia] [Z Bohunowej Chatki] [Szkolenie] [Photos] [Wystawy] [Ksiega Gosci] [Video] [Bohuniaste] [Linki]